Nasze skarby
„Tak bardzo chciałbym powrócić razem z tym listem...” – korespondencja Richarda Dalleya
Wojna nie wydaje się odpowiednim czasem do rozwijania miłosnych relacji. Długotrwała rozłąka niekiedy staje się prawdziwym testem dla uczucia danej pary, paradoksalnie jednak pozwalając obu stronom zrozumieć, jak wiele dla siebie znaczą. W latach II wojny światowej w zasadzie tylko korespondencja umożliwiała podtrzymanie więzi bliskich sobie osób. Stanowiła symboliczną obecność w życiu partnera. Oczywiście nie w każdym przypadku udało się przebrnąć przez tę próbę czasu i wzajemnej izolacji, a nawet jeśli – to powroty bywały bardzo trudne.
Centralne Muzeum Jeńców Wojennych od kilku lat bada miłosne historie z wojną i niewolą w tle. Przykładem może być wystawa: „Kocham, do zobaczenia…” i towarzyszący jej katalog. Ukazano tam losy wielu par. Nie brakowało historii tragicznych, ale też tych zakończonych happy endem. Tak było również w przypadku brytyjskiego jeńca – szeregowego Richarda Dalleya i jego wybranki Myrtle Patricii Boggis, która wkrótce po wojnie nosiła już nazwisko Dalley. Richard bowiem przez kilka lat regularnie wymieniał z nią listy i karty jenieckie, podtrzymując siłę uczuć.
Latem 2025 r. kolekcja jego pamiątek trafiła do zbiorów CMJW. Stało się to przy okazji odwiedzin Janey i Roberta Dalleyów. Syn Richarda przybył wraz z małżonką do Łambinowic, by zobaczyć miejsce, w którym ojciec przed ponad 80 laty był przetrzymywany. Muzeum oprócz ok. 80 egzemplarzy korespondencji w postaci wspomnianych kart pocztowych, listowników i telegramu, otrzymało również jenieckie i powojenne fotografie oraz pamiątkowy zeszyt z okresu niewoli, zawierający notatki, dokumenty, a nawet pieniądze obozowe. Kluczowym elementem kolekcji była jednak właśnie wojenna korespondencja – świadectwo wielkiej miłości.
Richard i Patricia pochodzili z angielskiego Portsmouth. Można powiedzieć, że było to zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Poznali się w pubie The Wellington Public House. Pewnego wieczoru Richard zobaczył tam dziewczynę, która grała na pianinie. On sam z zamiłowania grywał na gitarze i akordeonie. Był pod wrażeniem jej talentu i powiedział przyjacielowi, że zamierza się z nią ożenić. Nie mógł wtedy przypuszczać, że na drodze do spełnienia tej śmiałej obietnicy stanie kilkuletnia rozłąka.
Kiedy wybuchła II wojna światowa, Richard wyruszył na front. Walczył we Francji i 28 maja 1940 r. trafił do niemieckiej niewoli. Był kolejno jeńcem stalagów VIII B Lamsdorf i VIII A Görlitz. Jak wielu Brytyjczyków pracował w podległych tym obozom oddziałach roboczych. W przypadku Richarda były to m.in. komanda: E 200 Schleife oraz 11501 Weißwasser. Kolekcja pisemnych wiadomości z okresu niewoli jest niestety jednostronna. Do zbiorów muzeum trafiły bowiem jedynie listy i karty wysyłane przez Richarda do Anglii. Nie jest znana natomiast treść korespondencji jego narzeczonej, w listach zwanej zazwyczaj – Pat. Nawet jednak połowiczny charakter tej wymiany słów i myśli pozwala dobrze zorientować się nie tylko w obozowych realiach, ale też przekonać się o wzajemnej trosce i tęsknocie tej pary.
Pisanie o swoich uczuciach zapewne było sporym wyzwaniem. W niemieckich obozach jenieckich obowiązywały bowiem ściśle określone wytyczne regulujące kontakty ze światem zewnętrznym. Różniły się w zależności od momentu wojny i miejsca przetrzymywania. Wiadomości wysyłano na urzędowych drukach o mocno ograniczonej objętości. Kartki zawierały siedem, a listy 20–25 linijek. Zazwyczaj w ciągu miesiąca jeniec mógł wysłać i otrzymać dwie kartki oraz dwa listy. Miał także prawo dostać dwie paczki żywnościowe oraz jedną odzieżową. Korespondencja była cenzurowana oraz sprawdzana pod kątem zawartych tam ukrytych informacji. Piszący wiedzieli, że każde czułe wyznanie będzie odczytane nie tylko przez ukochaną osobę, ale też najpierw przez niemieckiego funkcjonariusza.
Wracając do Richarda i Patricii, przy zagłębianiu się w ich korespondencję nietrudno dostrzec, że w zależności od rodzaju przesyłki, zapiski przybierały nieco inny wyraz. Było to wymuszone przede wszystkim objętością. Kartki zazwyczaj zawierały zapewnienie, że jest zdrowy i ma się dobrze oraz pytanie czy u adresatki jest podobnie. Treść niby dość banalna, ale w wojennej rzeczywistości miało to przecież kluczowe znaczenie i wcale nie było oczywiste po tygodniach korespondencyjnej przerwy. Z kolei w listach można było napisać już znacznie więcej o swoich problemach, obawach, ale też drobnych radościach.
Uwagę zwraca fakt, że za pośrednictwem poczty, Richard starał się w miarę możliwości uczestniczyć w życiu Patricii. Szczególnie często poruszanym tematem była jej praca pielęgniarki. Żywo interesował się szkoleniem i egzaminami, gratulował sukcesów i podkreślał dumę z jej osiągnięć. Pat przez niemal całą wojnę jeździła bowiem ambulansem i pracowała w Czerwonym Krzyżu oraz w Ochotniczym Oddziale Pomocniczym (Voluntary Aid Detachment). Było to spore wyzwanie. Richard martwił się o jej kondycję fizyczną i psychiczną. W wielu listach otwarcie przyznawał, że to właśnie myśl o Patricii pomaga mu przetrwać niewolę. Pisał, że czas bardzo się ciągnie, a dni są do siebie podobne, jednak świadomość, że ktoś na niego czeka, nadaje wszystkiemu sens.
Richard zwracał uwagę, że jedynym łącznikiem pary były listy i karty. Dlatego miały dla niego wielką wartość. Kolekcjonował je i czytał wielokrotnie. Jak przyznał w lipcu 1944 r., żałował tylko, że sam nie może wrócić wraz z przesyłką. Jednocześnie bardzo niepokoił się, gdy w korespondencji następowała przerwa. A to zdarzało się dość często. Zwłaszcza, gdy sytuacja frontowa III Rzeszy zaczęła się pogarszać. Przykładowo latem 1944 r. Richard pisał, że przez około trzy miesiące nie dostał żadnej wiadomości od ukochanej. Można się spodziewać, jak wiele tragicznych scenariuszy rozważał w tym czasie.
Patricia nie tylko podtrzymywała go na duchu poprzez kontakt listowny. Jej pomoc miała także praktyczny charakter – dbała o zaopatrzenie Richarda przesyłając mu ciepłe ubrania, a nawet papierosy. Ten przyznawał, że nigdy nie zdoła się jej odwdzięczyć za wszystko co dla niego robi i za to, że po prostu na niego czeka. Pomimo przedłużającej się niewoli uważał więc, że jest „największym szczęśliwcem na świecie”. W korespondencji zapewniał o miłości i snuł konkretne plany. Często wspominał też dawne radosne chwile, a czas ich spotkań od października 1938 do lipca 1939 r., nazywał najszczęśliwszymi dniami swojego życia. Tą drogą doszło też do swoistych zaręczyn. W maju 1943 r. w jednym z listów wyraził nadzieję, że kiedy wojna się skończy, Patricia „uczyni mu wielki zaszczyt zostając jego żoną”. Z dalszej korespondencji można wywnioskować, że otrzymał upragnioną deklarację.
W jenieckich listach mowa była nie tylko o uczuciowym życiu pary, ale też o realiach pobytu i pracy w niewoli, a także o pewnych aspektach życia w wojennej Anglii. Ukochana pisała mu o wycieczkach do lasu, śpiewaniu w chórze, przyjaźniach, a nawet udziale w dancingu. Pół żartem pół serio można powiedzieć, że chłopak wykazywał się sporą tolerancją, gdyż mocno ucieszył się, że Patricia mimo toczącej się wojny znalazła trochę radości podczas zabawy tanecznej. Generalnie ton listów Richarda był bardzo pozytywny. Rzadko zdarzało się, że tak, jak np. w maju 1944 r. pisał: „Czasem sam się zastanawiam czy ta wojna w ogóle kiedyś się skończy”. Zaraz dodawał, że kiedyś przecież musi to nastąpić. Podobne nastawienie zachowywał pisząc o swojej ciężkiej pracy czy też srogiej zimowej aurze, znacznie przecież chłodniejszej niż na Wyspach Brytyjskich.
Wykonywał różne zajęcia. W maju 1942 r. pisał: „Pracuję na swoje utrzymanie – i to z kilofem i łopatą, co na początku przyszło mi dość ciężko, ale z przyjemnością mogę powiedzieć, że już się do tego przyzwyczaiłem”. W swoim stylu dodawał: „Mimo wszystko muszę uważać się za szczęściarza, że w ogóle mogę pracować, bo to z pewnością pomaga zabić czas”. Później jego los nieco się poprawił. Pod koniec 1944 r., gdy trafił do komanda podlegającego Stalag VIII A Gӧrlitz, napisał: „Mogłoby być znacznie gorzej. Niekiedy nadal obsługuję dźwig, ale większość czasu spędzam na pracach naprawczych przy różnych pojazdach, co jest dość interesujące i pozwala mi swobodnie poruszać się niemal tak, jak chcę – a to naprawdę dużo znaczy. Pat, pracujemy po wiele godzin, Kochanie, ale przypuszczam, że to lepsze niż bezczynność”.
Pomimo ciężkiej pracy i wyczekiwania na powrót do domu – a przede wszystkim do Patricii – nawet w trakcie niewoli udawało się znaleźć czas na rozrywkę. Richard pisał ukochanej np. o wyjściu do kina, które było dla jeńców niecodziennym wydarzeniem. Barwnie relacjonował to, jak w 1944 r. spędzili Święta Bożego Narodzenia: „Właśnie wróciliśmy z wizyty w obozie naszych sąsiadów. Pamiętasz, Kochanie, Południowoafrykańczyków, o których pisałem Ci w poprzednich listach. Zapewnili nam naprawdę wspaniałą zabawę. […] Urządzili koncert, a potem »potańcówkę« – możesz sobie wyobrazić, jak wyglądał taniec bez dziewczyn, ale chłopcy jakoś dali sobie radę. Mieliśmy saksofon i gitarę jako orkiestrę. Ja grałem na gitarze. […] Najdroższa, mimo że dobrze się bawiliśmy, byłoby o wiele lepiej, gdybym mógł być z Tobą”. Nieco wcześniej pisał też, że czas po pracy umila im opieka nad zwierzętami. Mieli np. dwa króliki, dopóki im tego nie zakazano. Później przygarnęli dwa koty, o których Richard pisał, że były to: „najlepiej karmione koty w Niemczech”. Nawet w niewoli nie brakowało chwil niemal beztroskich, choć niekiedy docierały też wieści bardzo niepokojące. Tak było chociażby w styczniu 1945 r., gdy Richard dowiedział się o ciężkiej chorobie swojego ojca, a później musiał bezsilnie oczekiwać na kolejne wiadomości.
Im bliżej końca wojny, tym wyraźniej w listach widać napięcie i niecierpliwe oczekiwanie na powrót. Richard wiedział, że alianci robią szybkie postępy na froncie. Dodawał, że bardzo chciałby móc w tych działaniach uczestniczyć. Niestety nie wiemy dokładnie, w jakich okolicznościach doczekał wyzwolenia. Kolekcja zawiera natomiast lapidarny telegram nadany przez Richarda 17 maja 1945 r. Informował w nim o bezpiecznym powrocie do kraju. Listy z lipca i sierpnia tegoż roku wskazują natomiast, że para nie od razu mogła być razem. Richard zastanawiał się w nich, jak potoczy się jego dalsza służba wojskowa. Nie miał jednak wątpliwości, że przyszłe lata spędzi z Patricią.
I rzeczywiście historia tej pary znalazła szczęśliwe zakończenie. Dowodem jest zawarta w kolekcji ślubna fotografia z 2 marca 1946 r. Oboje mieli wówczas 27 lat i rozpoczynali wspólne życie, o którym tak długo marzyli. Nabyli niewielki dom w West Leigh, niedaleko rodzinnego Portsmouth. Wkrótce na świat przyszedł ich pierwszy syn – Ian, a siedem lat później – Robert. Podobnie jak przed wojną Richard pracował w zawodzie kierowcy, w firmie zajmującej się przeprowadzkami. Patricia nadal działała w ramach Czerwonego Krzyża jako wolontariuszka, ucząc dzieci i dorosłych udzielania pierwszej pomocy. Niestety nie było im dane bardzo długie życie, gdyż Patricia zmarła w wieku 58, a Richard 61 lat. Przez ten czas tworzyli jednak szczęśliwe małżeństwo, tak jak Richard wielokrotnie obiecywał w jenieckich listach. Przekazane pamiątki, a właściwie opowiadana przez nie historia, pokazuje, że nawet w czasie wojny i niewoli miłość mogła przetrwać, a nawet więcej, była niezbędna, by nie zatracić sensu istnienia.
Opis zbioru: Kolekcja zawiera pamiątki brytyjskiego żołnierza, a następnie jeńca wojennego – szeregowego Richarda Dalleya. W skład zbioru wchodzi m.in. 5 fotografii – pochodzących z okresu II wojny światowej oraz czasu po jej zakończeniu. Dwie z nich przedstawiają grupy brytyjskich jeńców ze Stalagu VIII B (344) Lamsdorf. W kolekcji znajduje się ponadto: 56 jenieckich kart pocztowych, 26 listowników jenieckich, 4 listy tradycyjne, 2 koperty, telegram oraz zeszyt pamiątkowy.
Numery inwentarzowe: CMJW I-7-3720/1 – CMJW I-7-3720/5; CMJW I-5-7068/1 – CMJW I-5-7068/82; CMJW I-5-7068/84 – CMJW I-5-7068/90; CMJW II-1-834
Opracował: Kamil Weber