„Ich prawem jest uciekać”. Wspomnienia Romana Radwan-Okuszko

5 lutego 1943 r. wieczorem w Oflagu II C Woldenberg doszło do tragedii. Wskutek niemieckiego ostrzału zginęło dwóch polskich jeńców. Nie dane im było doczekać zakończenia wojny. Więcej szczęścia miał inny jeniec tego obozu, Roman Okuszko, herbu Radwan. Po latach wspominał, że w trakcie podejmowanych przez niego prób ucieczek było kilka sytuacji, w których otarł się o śmierć. Ostatecznie dopiero mroźny styczeń 1945 r. zakończył dla niego niemiecką niewolę i otworzył kolejny etap życia.

W zbiorach Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych znajduje się relacja Romana Okuszko, nagrana w 1978 r., przez 11-letnią wówczas wnuczkę Anię. Prezentowane wspomnienia są dość dokładnym opisem udziału ich autora w wojnie obronnej 1939 r. oraz pobytu w niemieckiej niewoli, a także pierwszych tygodni/miesięcy po odzyskaniu wolności. Rzeczowy przekaz i pewny ton wypowiedzi sprawiają, że trudno uwierzyć, iż ta długa relacja (prawie 1,5 godz.) została złożona dziecku, aczkolwiek inicjatywa powstania tej „radiowej audycji” pochodziła właśnie od wnuczki.

Roman Radwan-Okuszko urodził się 29 września 1909 r. w Iłowie (obecnie Białoruś) jako syn Władysława i Ludwiki z d. Małaczyńskiej (w dokumentach niemieckich znajduje się też druga data 16 września). Według relacji rodziny, już jako jedenastoletni chłopiec trafił do niewoli bolszewickiej w czasie wojny 1920 r. Na szczęście udało mu się wolność odzyskać, ale droga powrotna do domu zajęła mu dwa miesiące.

Po tych trudnych przeżyciach ukończył gimnazjum w Wilnie, a następnie studia z zakresu hydrotechniki na Politechnice Warszawskiej. Odbył także służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Broni Pancernej w Modlinie (ponoć jego marzeniem była właśnie służba w jednostkach pancernych), a następnie rozpoczął pracę zawodową. Przez pierwsze cztery lata zajmował się budowaniem m.in. jazów wodnych. Według relacji rodziny w kwietniu 1939 r.  Okuszko najprawdopodobniej został zmobilizowany, natomiast pod koniec lipca zwolniono go z obowiązku pełnienia czynnej służby wojskowej i oddelegowano do prac związanych z budową elektrowni wodnej w Turniszkach koło Wilna. Miała to być największa na Wileńszczyźnie elektrownia wodna, dostarczająca tanią energię elektryczną dla całego regionu, co miało spowodować rozwój przemysłowy, żeglugi i turystyki, a także polepszenie życia mieszkańców i ochronę przeciwpowodziową. Obecnie Turniszki to dzielnica Wilna, słynąca z rezydencji najwyższych władz państwowych.

Gdy wybuchła wojna, Roman zgłosił się do wojska na ochotnika, do 91. Samodzielnej Kompanii Czołgów Rozpoznawczych (w składzie Armii „Łódź”). W swojej relacji z przebiegu walk we wrześniu 1939 r. Roman Okuszko zwrócił uwagę na te momenty, w których wykazał się odwagą i sprawnym dowodzeniem, otrzymując dwukrotnie Order Virtuti Militari. Pierwszy za to, że udało mu się, dowodząc zaledwie 9 czołgami pokonać ponad setkę Niemców, którzy opanowali przyczółek koło Karczewa. Atak Okuszko zaskoczył ich na tyle, że musieli skapitulować, pomimo silnej osłony artyleryjskiej z drugiego brzegu Wisły. Drugi order otrzymał za brawurowe natarcie w sile 14 czołgów na oddziały niemieckie w Warszawie, co przyczyniło się do utrzymania polskich pozycji w rejonie Woli i Ochoty. Jak wspominał Okuszko: „Jeńców nie można było brać ze względu na to, że jeden z rannych Niemców, który prosił, leżał na ziemi i prosił, wołając: Hilfe! Wasser! tzn. Pomocy! Wody! Kiedy zgłosił się do niego sanitariusz nasz, to [Niemiec] wyciągnął parabellum ukryte i zastrzelił naszego sanitariusza”. Niestety, mimo poświęcenia polskich obrońców kapitulacja miasta była nieunikniona. Okuszko dostał się do niewoli niemieckiej w swoje 30. urodziny, 29 września 1939 r. „W pierwszych dniach października po kapitulacji honorowej, w której Niemcy pozwolili zachować broń boczną białą, znaczy szable, kordziki. Szeregowi mieli być zwolnieni do domów, również oficerowie rezerwy, a tylko oficerowie zawodowi mieli pozostać w obozach do końca wojny. Jednak Niemcy oczywiście tak samo, jak złamali pakt o nieagresji, napadli na Polskę, tak samo i układ kapitulacyjny złamali, ponieważ odebrali broń później boczną i nie dotrzymali przyrzeczenia, dlatego że oficerowie ani rezerwy, ani zawodowi nie zostali zwolnieni” – tak te trudne dla każdego żołnierza momenty wspominał po latach Roman Okuszko.

Dalsza część jego relacji jest już poświęcona pobytowi w niemieckich oflagach, tj. X B Nienburg (do 12.11.1939 r.), XVIII C Spittal a.d. Drau (od 12.11.1939 r.), XVIII B Wolfsberg (koniec maja 1940 r.) i Oflag II C Woldenberg. Co charakterystyczne, Roman Okuszko koncentrsię w swoich wspomnieniach zwłaszcza na działalności konspiracyjnej oraz ucieczce, jaką podjął w lipcu 1941 r. wspólnie z podpor. Wacławem Kotańskim i kpt. Bogusławem Żarczyńskim, obrońcą Helu. Ukryli się oni wewnątrz wozu (posiadał on podwójne dno), którym wywożono z obozu obierzyny ziemniaków. Starali się zakamuflować swoje ubranie wojskowe, m.in. wykorzystując na pół cywilną odzież i dodatkowo aby zmylić tropiące ich psy, posłużyli się indiańską ponoć metodą (jak twierdził, mieli znać ją z literatury!) – kawałki boczku, słoniny posypywali machorką i rzucali na swoje ślady. „Tacy przemęczeni, przemoknięci musieliśmy suszyć się gdzieś w lesie jakimś. Tak samo ognisko było bardzo niebezpiecznie rozpalać, bo to dym daleko widoczny szedł, ale rozpaliliśmy, bo już nie było innego wyjścia. Musieliśmy wysuszyć i coś ugotować do jedzenia. I tak dwa tygodnie czy trzy tygodnie męczyliśmy się” – wspominał Roman Okuszko. Bardzo ciekawy jest również wątek forsowania przez nich Noteci wpław i za pomocą łódki. Niezwykle interesującym fragmentem wspomnień był moment, gdy zostali złapani przez oddział SA, poszukujący zagranicznych spadochroniarzy. Polacy przedstawiali się początkowo jako robotnicy, ale ubranie ich zdradziło. W efekcie wylegitymowali się dokumentami oficerskimi z fotografiami. Okazano im należny oficerom szacunek i przekazano Wehrmachtowi. W areszcie, do którego trafili, mieli szczęście spotkać angielskiego lekarza, który udzielił im pomocy medycznej oraz zadbał o wyżywienie (była tam angielska izba chorych). Karę za ucieczkę odbywali podwójnie, w Forcie VII Cytadeli Poznańskiej i po „zwróceniu” ich do Oflagu II C Woldenberg w obozowym areszcie. Okuszko przywołał także wspomnienie o budowie podkopu oraz próby likwidacji szpiega.

Samego momentu ewakuacji Okuszko nie opisywał. Skądinąd wiadomo, że ok. 6,5 tys. jeńców wymaszerowało z obozu w Woldenbergu 25 stycznia rano w nieznaną im drogę. Ich losy potoczyły się różnie. Część żołnierzy uczestniczyła w długim marszu w głąb Niemiec, gdzie trafiła do różnych obozów: m.in. Oflagu VII A Murnau czy Stalagu X B Sandbostel, i odzyskała wolność pod koniec kwietnia lub na początku maja 1945 r. Roman Okuszko znalazł się w grupie, która została uwolniona po kilku dniach marszu, 29 stycznia 1945 r. Niemcy zarządzili postój w okolicach Barlinka, a dokładniej Jesionowa i małego folwarku w Bobrówku (grupa „Zachód”) oraz w majątku Dziedzice (grupa „Wschód”). W tym ostatnim miejscu zatrzymał się właśnie Roman Okuszko. Zbliżała się Armia Czerwona. W Dziedzicach doszło do krótkiej walki pomiędzy Niemcami a Sowietami, w którą włączyli się niektórzy polscy żołnierze. Niestety nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. W Bobrówku jeńcy kategorycznie sprzeciwiali się dalszemu marszowi. Zostali pozostawieni przez Niemców i w ten sposób również doczekali rychłego wyzwolenia. Oswobodzeni jeńcy jeszcze w styczniu udali się w upragnioną drogę powrotną do Polski.

Roman Okuszko po powrocie do kraju szybko, bo już w lutym 1945 r. rozpoczął pracę zawodową. Początkowo był kierownikiem Państwowego Zarządu Wodnego w Płocku. W kolejnych latach osiągnął stabilizację osobistą (ożenił się z Janiną primo voto Dudzińską) i zawodową. Przez wiele lat sprawował funkcję dyrektora Krakowskiego Zjednoczenia Wodno-Inżynieryjnego, nadzorując wszystkie najważniejsze budowy hydrotechniczne w okolicy, m.in. dla huty w Nowej Hucie, dla Zakładów Azotowych w Tarnowie. Przez całe swoje życie zawodowe związany był z hydrotechniką i budownictwem wodnym. W latach 60. XX w. nadzorował prace regulacyjne polskich rzek (Wisły, Bugu, Narwi), a także m.in. budowę Kanału Żerańskiego. Przez prawie 10 lat pracował w słynnym warszawskim Hydroprojekcie – zajmując się strategicznymi dla miasta inwestycjami.

Niestety, wojna odcisnęła silne piętno na życiu prawie całej jego rodziny, a także pozbawiła ją majątku (zmiany granic administracyjnych). Ojciec Romana, Władysław zmarł jeszcze w 1938 r. Natomiast mama Ludwika została zesłana wraz z niektórymi byłymi pracownikami majątku do Kazachstanu, gdzie zmarła w Biełoje w 1944 r. W zbiorach rodzinnych zachowały się jej listy z zesłania. Dwaj bracia Romana zginęli w ZSRR: Aleksander (prawnik) brał udział w wyzwalaniu Wilna, wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r., a następnie wojnie obronnej 1939 r., służąc wówczas w szwadronie kawalerii KOP „Budsław”. Trafił do obozu w Kozielsku i wraz z innymi jeńcami padł ofiarą zbrodni katyńskiej. Drugi brat, Eugeniusz (inż. rolnik), mimo że nie służył w wojsku, został aresztowany przez NKWD i wywieziony w głąb ZSRR. Ślad po nim zaginął. Siostra Emilia zmarła w czasie okupacji, a druga siostra Irena przedostała się do Warszawy, gdzie działała w Armii Krajowej i uczestniczyła w powstaniu warszawskim. Po wojnie została aresztowana przez NKWD i uwięziona w obozie w Rembertowie. Roman próbował uwolnić ją, ale ostatecznie więźniów wywieziono na Syberię i ślad również po niej zaginął. Także rodzina synowej Romana, Elżbiety, naznaczona była przez wojnę. Jej ojciec, mjr Władysław Hebrowski był internowany na Węgrzech, skąd zbiegł, a następnie pełnił różne funkcje dyplomatyczne, aby ostatecznie trafić do służby (jako sędzia) w szeregach Armii Polskiej na Wschodzie. Ona sama zaś, wraz z siostrą Marią, mamą Barbarą i babcią Julią została zesłana w ramach trzeciej akcji deportacyjnej w głąb ZSRR.

Po wojnie Roman Okuszko był wielokrotnie odznaczany za swoje dokonania, także te zawodowe (zgromadził ponad 20 orderów, odznaczeń i medali polskich i zagranicznych). Zmarł 1 listopada 1979 r. i spoczywa na Wojskowych Powązkach w Warszawie (kwatera F, rząd 4, grób 9).

Wyjątkowość jego relacji wynika z tego, że została złożona nie profesjonalnemu badaczowi a dziecku. Mimo to materiał ten posiada spore walory poznawcze, zwłaszcza dla badaczy tematu obozowej konspiracji i ucieczek. Dla edukatorów stanowi dobry punkt wyjścia do rozmowy o znaczeniu międzypokoleniowego przekazu. Wreszcie dla najmłodszego pokolenia może być konkretną inspiracją i zachętą, aby podejmować rozmowy z dziadkami i pradziadkami o ich przeżyciach, tak jak zrobiła to wnuczka Ania, czyli Anna Dudzińska-Facca. W styczniu 2025 r. przekazała do zbiorów CMJW opisywane nagranie, a w styczniu 2026 r. kolejne materiały: kopie fotografii Romana Okuszko, kopię artykułu z jego biogramem oraz odpis listu gończego, jaki został wystawiony m.in. za uciekinierem Romanem Okuszko. Ponadto w Archiwum CMJW znajdują się listy transportowe Wehrmachtu, na których figuruje nazwisko  Romana Okuszko oraz dokumentacja Niemieckiego Czerwonego Krzyża dotycząca jego osoby (korespondencja ciotki i siostry Romana z NCK).

Opis obiektu:

Relacja pozyskana w styczniu 2025 r. od prywatnego darczyńcy, Anny Dudzińskiej-Facca. Pierwotnie nagrana na kasetę magnetofonową. Składa się z trzech plików dźwiękowych o łącznej długości 1 godz. 18 min 28 s.

CMJW, Fonoteka, sygn. 90:



Opracowała: Ewelina Klimczak-Czaplicka

wstecz